Rezerwat Węże, kurhany i Granatowe Źródła: dzień dla ciekawskich Kości sprzed kilku milionów lat, groby z czasów rzymskich i źródła, które pulsują - wszystko w promieniu piętnastu kilometrów od Osjakowa. Wraz z uczciwą informacją o tym, czego zobaczyć się nie da.
Z tego artykułu dowiesz się:
Zacznijmy od rzeczy, którą trzeba powiedzieć od razu, żeby nikt nie przyjechał tu z wyobrażeniem, którego okolica nie spełni.
Jaskinie w rezerwacie Węże są niedostępne. Wszystkie zostały zakratowane, a dwie spośród nich – Stalagmitowa oraz Za Kratą – są wprawdzie przystosowane technicznie do ruchu turystycznego, ale wejście do nich wymaga indywidualnej zgody Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Łodzi, o którą występuje się z wyprzedzeniem i której nie da się załatwić na miejscu. Nie ma tu kasy, przewodnika ani sezonu zwiedzania; przy wejściach ustawiono tablice edukacyjne i na tym kończy się kontakt z podziemiem.
Trudno mieć o to pretensję, ponieważ jest to dokładnie ten powód, dla którego w rezerwacie wciąż jest czysto i pusto. Lepiej jednak wiedzieć wcześniej, bo cała reszta jest otwarta i naprawdę warta drogi.
Rezerwat Węże i Góra Zelce
Z Osjakowa jedzie się tam 15 kilometrów. Na miejscu czeka wzgórze nad Wartą, ścieżka dookoła niego i widok z góry na dolinę rzeki. Całe zwiedzanie zajmuje mniej więcej godzinę, więc spokojnie mieści się w planie dnia obok czegoś jeszcze.
Wzgórze nazywa się Góra Zelce i wznosi się ponad 50 metrów nad rzeką. Jest zbudowane z wapienia, dlatego wygląda zupełnie inaczej niż wszystko dookoła – zamiast łagodnych pagórków są tu skalne ściany wychodzące spomiędzy drzew, a na zboczach rosną trawy, jakie normalnie spotyka się dopiero pod Częstochową.
Ścieżka jest krótka, miejscami kamienista, jednak nie stanowi ona niemal żadnego wyzwania, poradzą sobie z nią nawet mniejsze dzieci. Wskazane jest obuwie trekkingowe, jednak spokojnie można udać się na ścieżkę również w zwykłym obuwiu sportowym. Jest to bardziej spacer niż wędrówka, idziemy głównie polnymi i leśnymi traktami, miejscami napotykamy ostrzejsze podejścia i odkryte skały wapienne, które po deszczu mogą okazać się śliskie. Warto przed wyruszeniem w drogę pobrać na telefon mapę, ponieważ zasięg jest ograniczony.
Kurhany książęce w Przywozie
Dwadzieścia minut jazdy dalej, na skraju wsi przy samym lesie, stoją dwa ziemne kopce. To groby sprzed mniej więcej tysiąca ośmiuset lat. W jednym z nich znaleziono tyle cennych przedmiotów, że nazwano go „książęcym”.
Po wykopaliskach kopce odtworzono, więc widać je gołym okiem i nie trzeba się domyślać, gdzie się właściwie stoi. Nie ma tu biletów, bramek ani sklepiku z pamiątkami – po prostu przyjeżdża się i ogląda.
Dla przyjeżdżających z Łodzi jest w tym dodatkowa przyjemność: przedmioty wykopane z tych grobów można obejrzeć w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi. W sobotę gablota, w niedzielę miejsce, z którego to wszystko wyjęto.
Trzy źródła i trzy różne powody
W promieniu kilkunastu kilometrów wybijają spod ziemi trzy źródła i żadne nie przypomina pozostałych. Można obejrzeć jedno albo wszystkie – w drugim wypadku dzień robi się pełny, ale nie zatłoczony.
Granatowe Źródła
Leżą pomiędzy Troninami a Starą Wsią, pod stromym brzegiem rzeki. Woda wychodzi tu dwiema drogami naraz, ze skalnej szczeliny i z dna zbiornika, a robi to nierówno: raz mocniej, raz słabiej, jakby ktoś pod spodem regulował zawór. Takiego rytmu nie ma nigdzie indziej na polskiej Jurze.
Kolor, od którego wzięła się nazwa, widać najlepiej w słońcu koło południa – woda jest wtedy niemal granatowa.
Dojście zajmuje kwadrans: z drogi między Starą Wsią a Troninami skręca się w ścieżkę schodzącą do betonowego placu, dalej idzie chodnikiem wzdłuż domków letniskowych. Przy źródłach stoi tablica z wyjaśnieniem.
Zimą warto tu wrócić. Woda ma przez cały rok podobną temperaturę, więc w mróz nad taflą wisi para, a brzegi są białe od szronu.
Źródło św. Floriana w Kochlewie
Najbliżej Osjakowa, bo kilka kilometrów, i praktycznie po drodze z każdego kierunku. Tutaj atrakcją jest dno: piasek pod wodą rusza się bez przerwy, wypychany od spodu, i układa w kopczyki, które po chwili wyglądają zupełnie inaczej. Dzieciom starcza to na dwadzieścia minut, dorosłym zwykle też.
Barwa wody zmienia się w ciągu roku – latem ciągnie w zieleń od glonów, jesienią potrafi być wyraźnie rdzawa od żelaza.
Nazwa jest całkiem prozaiczna: święty Florian to patron strażaków, a stąd brano wodę do gaszenia pożarów. Po drodze mija się jego figurę. Część źródeł objęto ochroną w 2008 roku.
Źródło Objawienia w Kałużach
Najdalej i najbardziej osobne – jakieś pół godziny jazdy, przy drodze krajowej 43. To już nie jest atrakcja przyrodnicza, tylko miejsce kultu. Od połowy dziewiętnastego wieku, kiedy mieszkanka pobliskich Dzietrznik opowiedziała o postaci Matki Boskiej widzianej w sośnie, przyjeżdżają tu pielgrzymi z całego kraju.
Samochód zostawia się na parkingu, dalej idzie dwa kilometry leśną drogą ze stacjami. Na końcu, w dolince, stoi figura, krzyż i ołtarz, na drzewie wisi kapliczka, a dookoła są tabliczki z podziękowaniami.
Msze odprawia się 3 maja i 15 sierpnia, największy ruch jest jednak w Wielki Piątek, kiedy kolejka po wodę ustawia się jeszcze przed świtem. Miejscowa tradycja przypisuje tej wodzie działanie lecznicze – nauka tego nie potwierdza, ale sama skala zjawiska robi wrażenie niezależnie od tego, w co się wierzy.
Alternatywy
Góra świętej Genowefy to największa skała w okolicy: ściana mniej więcej 50 metrów długa i 10 wysoka. Nie ma przy niej parkingu, tablicy ani barierki i nikt jej nie reklamuje, co akurat wychodzi jej na dobre.
Wiatrakowa Góra w Działoszynie jest najlepszym punktem widokowym w promieniu kilkunastu kilometrów. Stoi na niej krzyż i stacje drogi krzyżowej, a o świcie, kiedy nad Wartą wisi mgła, przyjeżdżają tu ludzie wyłącznie po to, żeby zrobić zdjęcie.
Hotel Symfonia, Osjaków, ul. Częstochowska 53a – piętnaście kilometrów od rezerwatu. Rezerwacje: +48 43 845 35 50 · [Sprawdź dostępność →]
